Długa przerwa pomiędzy tym artykułem a poprzednimi wynikła z wielu okoliczności. Ale też podczas niej zrozumiałem o co tak naprawdę w pożądaniu chodzi i mogę napisać o wiele lepszy tekst płynący z wewnętrznego doświadczenia. Wsparłem się również nowym narzędziem czyli AI. Pomogła mi ona w zredagowaniu i podpowiedziała wiele kwestii łącznie z cytatami. Jest to poniekąd więc praca wspólna 😊 i w kolejnych artykułach również z tej pomocy będę korzystał.
Pożądanie – emocja która wspiera lub niszczy
Zarówno w języku potocznym, jak i u części psychologów i duchowych nauczycieli, pożądanie bywa traktowane jako coś wstydliwego. Wg nich jest to siła, którą należy kontrolować, poskramiać lub eliminować. Religie często czyniły z pożądania grzech, natomiast kultura konsumpcyjna zamieniła je w towar. Choć powszechnie pożądanie kojarzone jest przede wszystkim z seksem, jest to jedynie niewielki wycinek w czym się ono objawia.
A co mówi na ten temat m.in. Skala Świadomości Davida Hawkinsa, psychologia głębi Junga czy współczesna nauka? Spróbujmy to razem zbadać. W artykule będę używał słowa „pożądanie” na przemian z „pragnieniem”, choć subtelne różnice między nimi istnieją. Dodam do tego też żądzę i wyjaśnię je w dalszej części tekstu.
Pożądanie na Skali Davida Hawkinsa
Na stworzonej przez siebie Skali Świadomości, David Hawkins skalibrował pożądanie na poziomie 125. Plasuje się więc ono poniżej złości (150), lecz powyżej apatii (50) i smutku (75). Opisywał je jako stan chronicznego nienasycenia. To innymi słowy dążenie do czegoś, co nigdy w pełni nie zaspokaja. Jest to bardzo ważny sygnał w który nie mówi , że pragnienie jest złe. Chodzi w nim natomiast o to, że pożądanie umieszczone na tym poziomie skali nie jest autentycznym wyrażeniem miłości ani bliskości, lecz próbą wypełnienia wewnętrznej pustki zewnętrznym obiektem. To kluczowe rozróżnienie. Hawkins wskazał, że ego konstruuje przekonanie: „Jeśli będę miał TO, to poczuję się spełniony.” Tym czymś może być osoba, rzecz, status, ciało, doświadczenie. Chwila zaspokojenia przychodzi, ale zaraz po niej wraca głód, który bardzo często jest silniejszy niż wcześniej. Mechanizm pożądania jest więc z natury niespełniony, gdyż im więcej dostajemy, tym więcej chcemy.
„Pożądanie jest jak sól morska: im więcej jej pijesz, tym bardziej pragniesz.”
— David R. Hawkins, Przekraczanie poziomów świadomości
Pożądanie w Taoizmie
Taoizm przedstawia pożądanie – nie tyle jako „grzech” czy zjawisko całkowicie negatywne, co jako energię, którą należy zrozumieć, zrównoważyć i przekształcić, zamiast jej bezmyślnie ulegać lub całkowicie z nią walczyć. Filozofia ta, szczególnie w ujęciu Tao Te Ching, sugeruje, że nadmierne pragnienia prowadzą do utraty wewnętrznego spokoju i harmonii z Tao (naturalnym biegiem rzeczy) oraz że podporządkowanie się pożądaniu wiąże człowieka z jego „ego”, zamiast z uniwersalną jednością. Natomiast podejście do pożądania powinno być zgodne z zasadą Wu Wei – czyli żyć bez sztucznego narzucania pragnień, pozwalając rzeczom istnieć naturalnie, bez popadania w skrajności (ani nadmierne folgowanie, ani obsesyjne tłumienie).
W poszukiwaniu harmonii i stanu Wu Wei pomocne bywają narzędzia wspierające uważność i oczyszczanie przestrzeni. W sklepie szamanskibeben.pl znajdziesz np. Palo Santo lub kadzidła naturalne, które pomagają wyciszyć nadmiar bodźców i powrócić do centrum.
Freud i pożądanie: Eros jako siła sprawcza
Zygmunt Freud uczynił z pożądania fundament swojej teorii psychoanalitycznej. Libido – energia seksualna – była dla niego nie tylko popędem biologicznym, ale siłą napędzającą całe życie psychiczne. W jego ujęciu pożądanie nie kończy się na seksualności – jest motorem twórczości, ambicji, więzi społecznych, a nawet budowania cywilizacji. Freud pisał o sublimacji jako procesie, dzięki któremu energia seksualna zostaje przekształcona w dzieła sztuki, odkrycia naukowe czy budowle architektoniczne.
Kiedy Michał Anioł tworzył rzeźbę Dawida, kiedy Beethoven pisał Dziewiątą Symfonię, kiedy Tesla projektował swój generator – Freud widział w tym wszystkim pożądanie przemienione w formę. Sublimacja nie była dla niego tłumieniem, lecz alchemią – przemianą siły niszczącej w twórczą.
„Niesforne impulsy nie są usuwane przez wyparcie, lecz jedynie zepchnięte do nieświadomości, skąd powracają później w zniekształconej postaci.”
— Zygmunt Freud, Wstęp do psychoanalizy
Freud opisywał również ciemną stronę pożądania: kompleks Edypa, kazirodcze impulsy, zazdrość, destrukcyjne namiętności. W jego teorii to, co pragniemy najbardziej, jest często tym, czego nie wolno nam chcieć – i właśnie to napięcie pomiędzy pragnieniem a zakazem tworzy podstawowy dramat ludzkiej psychiki. Człowiek, który nie może przyznać się do swoich pragnień nawet przed sobą, żyje w permanentnym wewnętrznym konflikcie.
Jung i pożądanie: Anima, Animus i projekcja miłości
Carl Gustav Jung patrzył na pożądanie przez pryzmat archetypów. W jego koncepcji, każdy mężczyzna nosi w sobie wewnętrzny obraz kobiety – Animę, a każda kobieta – wewnętrzny obraz mężczyzny, Animusa. Kiedy ktoś „wpada w oko” – kiedy pojawia się to błyskawiczne, niemal magnetyczne przyciąganie – Jung twierdził, że tak naprawdę spotykamy projekcję naszego wewnętrznego archetypu na zewnętrzną osobę.
To tłumaczy wiele paradoksów miłosnych. Dlaczego zakładamy się, że ktoś, kogo znamy od tygodnia, jest „tą jedyną osobą”? Ponieważ nie widzimy jej – widzimy nasz sen. Widzimy Animę lub Animusa przebraną w ludzkie ciało. I bardzo często, gdy mit opada, gdy rzeczywistość się ujawnia, następuje rozczarowanie – bo ten człowiek okazał się sobą, nie naszym wyobrażeniem.
„Spotkanie dwojga ludzi przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeśli dochodzi do reakcji, obie ulegają przemianie.”
— Carl Gustav Jung
Przykładem niech będzie tu np. mężczyzna, który przez całe dotychczasowe życie zakochiwał się gwałtownie i intensywnie, będąc za każdym razem przekonany, że właśnie teraz „to ona, ta jedyna”. Każdy związek zaczynał się od niemal mistycznego uniesienia i kończył w gorączce pretensji i rozczarowania. W toku terapii odkrył, że jego Anima nosiła rysy matki – kobiety emocjonalnie niedostępnej, którą całe życie starał się „zdobyć”. Każda nowa miłość była w istocie kolejną próbą uleczenia starej rany. Gdy to zrozumiał, pożądanie nie zniknęło – ale zmieniło swój charakter. Stało się bardziej świadome i wolne.
Emocje które nami rządzą. Cz. V – Strach
Buddyzm. Czy pożądanie to źródło cierpienia?
Tradycja buddyjska idzie jeszcze dalej. Druga Szlachetna Prawda mówi wprost: przyczyną cierpienia jest pragnienie. Tanha – pragnienie, żądza, przywiązanie – jest tym, co wiąże nas z kołem samsary. Brzmi to jak osąd? Może tak być. Ale warto uważnie przeczytać tę naukę, bo jest subtelniejsza niż się wydaje.
Budda nie mówił, że przeżywanie przyjemności jest złe. Mówił, że problem leży w przywiązaniu – w kurczowym trzymaniu się doznania, lęku przed jego utratą, w budowaniu tożsamości na fundamencie przemijających przeżyć. Pożądanie jako przepływ energii jest neutralne i może prowadzić do zmiany. Może też stać się przywiązaniem. Hawkins zgadza się z tą diagnozą. Poziom 125 na skali odpowiada dokładnie temu stanowi.
„Pragnienie jest korzeniem cierpienia. Ale również pragnienie jest korzeniem przebudzenia.”
— Milarepa, tybetański mistrz tantryczny, XI w.
Biologia pożądania: neuroprzekaźniki i klatka przyjemności
Współczesna neurobiologia rzuciła nowe światło na mechanizm pożądania. Badania Roberta Sapolsky’ego i innych neurobiologów wykazały, że dopamina – często błędnie zwana „hormonem przyjemności” – tak naprawdę jest hormonem antycypacji. Wydzielana jest nie w momencie zaspokojenia, lecz w momencie oczekiwania na nagrodę. To właśnie pożądanie a nie spełnienie, rozpędza układ nagrody w mózgu.
To tłumaczy, dlaczego człowiek często pragnie rzeczy bardziej niż je lubi. Dlaczego nastrój przed dokonaniem zakupu bywa lepszy niż po. Dlaczego romans na odległość, pełen tęsknoty i wyobraźni, bywa intensywniejszy emocjonalnie niż codzienna bliskość. Ewolucja zaprojektowała nas tak, byśmy nigdy nie przestawali pragnąć, gdyż zatrzymanie się w stanie pełnego zadowolenia byłoby zagrożeniem dla przetrwania gatunku. Tu można podać przykład eksperymentu Calhouna nazwany mysią utopią. Zainteresowanym polecam zgłębienie tego tematu tego naukowego doświadczenia i co z niego wynikło.
Powszechnym przykładem z życia codziennego jest zachowanie osób uzależnionych – zarówno od substancji, jak i od relacji seksualnych. Neuroprzekaźniki odpowiedzialne za pożądanie seksualne są identyczne jak te aktywujące się przy używaniu kokainy. Nie jest to metafora – to fakt neurochemiczny. Człowiek uzależniony od seksu przeżywa odstawienie dokładnie tak samo jak narkoman.
Kultura konsumpcyjna i przemysł pożądania
Pomyślcie, ile energii współczesna kultura wkłada w podsycanie pożądania. Reklama nie sprzedaje produktów – sprzedaje nam wyobrażenie o sobie, kim lub jakim się staniemy, gdy ten produkt kupimy. Każda reklama np. leków, perfum, samochodu czy ubrań opowiada w istocie tę samą historię: brakuje ci czegoś, aby być kompletnym. Kup to, a poczujesz się cały, poczujesz się lepiej. Jest to jeden z najstarszych i najskuteczniejszych mechanizmów kontroli społecznej.
Media społecznościowe są fabrykami pożądania. Ich algorytmy znają naszą biologię lepiej niż my sami. Prezentują nam nieustannie obrazy tego, czego uważamy że nie mamy – ciał, stylów życia, związków, podróży itd.
„Współczesny człowiek jest prawdopodobnie najbardziej sfrustrowaną istotą w historii: żyje w świecie przepełnionym bodźcami, które obiecują wszystko i nie dają nic trwałego.”
— Erich Fromm, Mieć czy być
Pożądanie a miłość: dwie różne siły
Jedno z najbardziej doniosłych rozróżnień w psychologii i filozofii dotyczy różnicy między Erosem a Agape, między pożądaniem a miłością. Eros – miłość posiadająca, żądająca, pochłaniająca – jest energią niedoboru. Wynika z braku. Agape – miłość ofiarowująca, bezwarunkowa, nieroszcząca sobie praw – jest energią obfitości. Wypływa z pełni.
Erich Fromm w książce „O sztuce miłości” pisał, że większość tego, co nazywamy miłością, jest w istocie pożądaniem pośrednim. Pragniemy być kochani, a nie kochać. Pragniemy obiektu, a nie związku czy też relacji. Gdy obiekt nie spełnia naszych oczekiwań, miłość się ulatnia – bo nie była miłością, lecz projekcją niedoboru. Na Skali Hawkinsa miłość kalibruje się na 500 – to znaczy niemal czterokrotnie wyżej energetycznie niż pożądanie. Odległość pomiędzy nimi jest więc ogromna, choć ludzki umysł często je myli. Będę o tym pisał w jednym z kolejnych artykułów.
„Miłość jest aktywnością, nie uczuciem biernym. Kochać kogoś to nie znaczy: czuć silne emocje. To znaczy: dbać, szanować, znać, odpowiadać.”
— Erich Fromm, O sztuce miłości
Jak przekroczyć pożądanie: od zatrzymania do przepływu
Hawkins wskazywał, że droga w górę skali świadomości nie polega na eliminacji pożądania, lecz na jego świadomej integracji. Pierwszy krok to rozpoznanie mechanizmu: zatrzymać się w momencie intensywnego pragnienia i zapytać – czego naprawdę szukam? Jakiego uczucia pragnę? I czy naprawdę ten obiekt, ta osoba, ta rzecz może mi to dać. A może to tylko moje wyobrażenie, że to da?
W praktykach tantrycznych – zarówno hinduskich, jak i tybetąńskich – pożądanie nie jest wrogiem, lecz bramą. Zamiast tłumić energię, praktyk uczy się ją świadomie kontemplować, doznawać bez przyswajania, przeżywać bez zatrzymywania. To zupełnie inny stosunek do pragnienia niż ten, do którego jesteśmy kulturowo przyzwyczajeni.
Z perspektywy psychologicznej, pomocna może być praca z jungowskim Cieniem – odkrycie, czego naprawdę pragniemy i czego się w sobie wstydzimy. Często nasze pożądanie jest tak intensywne właśnie dlatego, że długo było tłumione. Rzecz, która jest zabroniona, pociąga podwójnie. A im bardziej pociąga, tym bardziej bywa tłumione. W wielu przypadkach prowadzi to do problemów emocjonalnych. Czasami nawet do chorób psychicznych objawiających się niebezpiecznymi dla innych ludzi dewiacjami. Wielu też ludzi żyje w wewnętrznym rozdwojeniu. Z jednej strony jest strach przed spełnianiem własnych pragnień w obawie np. przed karą po śmierci lub ostracyzmem społecznym a z drugiej pośmiertna nagroda lub społeczne uznanie za odrzucenie swoich pragnień czyli części siebie. Zaznaczam tu jednak, że do każdego jednak należy podejść bardzo indywidualnie, gdyż co człowiek to inny bagaż doświadczeń życiowych.
Praca z głębokimi emocjami i archetypami wymaga odpowiedniego nastroju i wejścia w stan alfa. Często wykorzystuję do tego instrumenty terapeutyczne i bębny szamańskie, które poprzez rytm pozwalają bezpiecznie skontaktować się z tym, co stłumione.
Na koniec chcę wyjaśnić różnice pomiędzy pragnieniem, pożądaniem i żądzą.
Pragnienie jest najszerszym i najłagodniejszym z tych pojęć. To kierunkowa siła życiowa – coś, ku czemu zmierzamy, co nas przyciąga. Pragnienie może dotyczyć czegokolwiek: wiedzy, bliskości, sensu, chleba, sprawiedliwości. Nie ma w nim koniecznie napięcia ani pilności. Człowiek może pragnąć pokoju, pragnąć wrócić do domu, pragnąć zrozumieć coś trudnego. To słowo nosi w sobie ciepło i kierunek, ale nie gorączkę. W buddyzmie odróżnia się je od tanha – pragnienia jako przywiązania – właśnie dlatego, że czyste pragnienie, zanim stanie się przywiązaniem, jest neutralne, a nawet twórcze.
Pożądanie jest już bardziej naładowane. To pragnienie z napięciem wewnątrz – zawiera element niedoboru, nienasycenia, dążenia do obiektu, który ma wypełnić pustkę. Pożądanie zwraca się ku czemuś konkretnym: ciału, osobie, rzeczy, pozycji. Jak pisałem na początku, Hawkins umieszcza je na poziomie 125, właśnie dlatego że jest energią chronicznego głodu. Pożądanie wie, czego chce – i właśnie to jest jego ograniczeniem, bo obiekt często bywa jedynie projekcją wewnętrznej tęsknoty. Gdy zostaje zaspokojone, przynosi chwilową ulgę, po której głód wraca. Pożądanie może być subtelne, może dotyczyć uznania, statusu, miłości – nie tylko sfery seksualnej, choć właśnie tam język je najczęściej lokuje.
Żądza to pożądanie w stanie wrzenia. To ta sama energia, ale z elementem utraty kontroli, przymusu, intensywności graniczącej z bólem. Żądza nie pyta – domaga się. Zawiera w sobie pierwiastek zwierzęcy, instynktowny, bezrefleksyjny. Gdy ktoś mówi o żądzy władzy, żądzy zemsty czy żądzy ciała, opisuje stan, w którym świadoma wola zostaje zdominowana przez impuls. Żądza jest krótkowzroczna – widzi tylko obiekt, nie konsekwencje. Freud opisywałby ją jako czysty głos Id, nierozcieńczony przez Ego czy Superego.
Jeśli ustawić by je na jednej osi natężenia i utraty kontroli, wyglądałoby to tak: pragnienie → pożądanie → żądza. Ale to nie znaczy, że jedno jest lepsze od drugiego. Pragnienie bez żadnej energii staje się marzeniem, które nigdy nie popycha do działania. Żądza bez żadnej refleksji niszczy. Gdzieś pośrodku – w świadomym pożądaniu, które zna siebie i swoje źródło – leży twórcza siła życia.
Dzięki wyjaśnieniu tych różnic, z łatwością możemy dostrzec jak podchodzimy do innych ludzi, do rzeczy materialnych czy też niematerialnych. Niech to służy nam jako swoistego rodzaju przewodnik.
Zakończenie
Jestem świadomy, że nie wyczerpałem tematu. Pożądanie jest zbyt wielowymiarowe i zbyt żywe, by zamknąć je w jednym artykule. Ale chciałem zwrócić waszą uwagę na jedno: pożądanie nie jest waszym wrogiem. Jest posłannikiem. Informuje was o waszych tęsknotach, ranach, snach i możliwościach. Pytanie tylko, czy będziecie jego sługą – czy jego świadkiem.
Na koniec – przypomnijcie lub wyobraźcie sobie dziecko, które po raz pierwszy zobaczyło morze. Ten blask w oczach, to niezachwiane „chcę tam!”, ten pęd do wody – to jest pożądanie w swojej najczystszej formie: czysta siła życia, która pędzi ku pełni, zarówno bez wstydu i jak i bez przywiązania. Zanim kultura nauczyła nas, że pragnienie jest grzechem albo słabością, wiedzieliśmy instynktownie, że jest siłą, która popycha nas do zmian.
Grzegorz L Smoliga
Sklep ezoteryczny podnoszący wibracje: szamanskibeben.pl

4 komentarze
Zaczarowana · 17 marca, 2026 o 4:12 pm
Bardzo ciekawy artykuł, wiele interesujących informacji. Nie słyszałam nigdy o Mapie Świadomości Hawkinsa, muszę sprawdzić!
Nemo · 18 marca, 2026 o 8:24 pm
Bogaty artykuł. Można zanurkować w niego głębiej i poszukać na własną rękę dalszych odpowiedzi dochodząc do tekstów źródłowych. Potrzebna jednak też jest własna refleksja i samoobserwacja by odpowiedzieć sobie czy moje życie jest pchane w przepaść zagłady, kierowane nieuświadomionym pożądaniem lub żądzą albo może cichym pragnieniem które nigdy się nie zamanifestuje? Ale tak czy siak, pożądanie jakiekolwiek by nie było, myślę, że można je wykorzystać gdy nie przejmuje ono kontroli nad umysłem człowieka, nie zaślepia go, jako świetne narzędzie do osiągania celów. Bo, tak jak było powiedziane w artykule, wprowadza rzeczy w ruch. Dziękuję 🙂
Miłek · 19 marca, 2026 o 8:16 am
Robert może ciekawym artykułem będzie napisanie jak to wygląda z punktu widzenia Czarowników?
Sebastian · 19 marca, 2026 o 9:46 am
W punkt, trafiłem na ten artykuł w momencie kiedy był mi potrzebny. Dzięki