We wcześniejszych artykułach pisałem o wstydzie, winie i strachu. Emocjach, które społeczeństwo wszczepia nam po cichu, niczym program działający w tle. Tym razem chcę się zająć czymś głośniejszym. Złość nie milczy. Daje znać o sobie trzaskaniem drzwiami, podniesionym głosem, krzykiem, zaciśniętą pięścią. Właśnie dlatego tak wiele osób jest na nią bardzo uwrażliwiona, jednocześnie mało rozumiejąc, czym naprawdę złość jest.

Zanim jednak przejdę do samej złości, chcę wspomnieć o tym, skąd się bierze – a dokładniej, z jakiego miejsca się wynurza. David Hawkins, amerykański psychiatra i badacz świadomości, opracował skalę emocji, która porządkuje ludzkie stany według ich częstotliwości wibracyjnej. Najniżej na tej skali leżą emocje takie jak wstyd, wina, apatia, żałoba, strach czy pożądanie – stany, w których człowiek czuje się bezsilny, sparaliżowany, pozbawiony mocy działania. Złość zajmuje miejsce wyższe, z kalibracją 150 – i właśnie stamtąd, z tego dna, najczęściej się wynurza, gdy pojawi się odpowiedni bodziec: słowo, sytuacja, wspomnienie, cokolwiek, co dotknie już i tak napiętej granicy. Kto doświadczył długiego okresu bezsilności, apatii czy strachu, wie, że złość może czuć się jak oddech po długim zanurzeniu pod wodą. To emocja, która mówi: „już nie leżę”.
I tu zaczyna się paradoks złości. Jest energią i jak każda energia, może niszczyć lub budować, zależnie od tego, jak się z nią obchodzimy.
Definicja mówi nam, że złość jest reakcją emocjonalną na doświadczenie naruszenia granic, niesprawiedliwości lub utraty tego, co uznajemy za należne czy słuszne. To sygnał wewnętrzny mówiący, że naruszono twoje wartości lub potrzeby. Sam w sobie ten sygnał jest neutralny – ani zdrowy, ani toksyczny. Liczy się to, co z nim robimy.
Społeczeństwo ma do złości stosunek ambiwalentny i bardzo nierówny. Mężczyznom wolno się złościć, choć niektóre środowiska nazywają to siłą lub stanowczością. Kobietom ta sama emocja przynosi łatkę histerii lub agresji. Dzieci uczone są, że złość jest zepsuciem charakteru i wymaga kary. Dorośli w miejscu pracy tłumią złość, bo „profesjonaliści nie tracą opanowania”. W religii złość jest grzechem, chyba że Bóg się złości, bo wtedy nazywa się to sprawiedliwym gniewem. Te podwójne standardy tworzą jedno: miliony ludzi, którzy nie wiedzą, co ze złością zrobić, więc ją tłumią albo wylewają w niewłaściwym miejscu.
Tłumiona złość nie znika. Zapada się głębiej i w końcu zaczyna działać niewidocznie. Pojawia się jako chroniczne napięcie mięśniowe, bóle głowy, nadciśnienie. Jako pasywna agresja, sarkastyczny komentarz czy też spóźnianie się na spotkania, na które nie mamy ochoty chodzić. Jako nagłe wybuchy, złość na wylany kubek herbaty, gdy prawdziwym powodem są dwa tygodnie stłumionej frustracji w pracy. Mówiąc obrazowo: naciskamy dłonią na wodę, a ona i tak znajdzie sobie ujście pomiędzy palcami.

Emocje które nami rządzą. Cz. VI – Pożądanie
Posłużę się przykładem. Kobieta od kilku lat pracuje w firmie, w której jej pomysły są regularnie ignorowane lub przypisywane komuś innemu. Za każdym razem, gdy to się dzieje, uśmiecha się i milczy, bo „nie warto robić scen”. Po roku zauważa, że co rano budzi się ze ściśniętym żołądkiem, że stała się kąśliwa wobec bliskich, że nie ma energii na nic poza pracą. To złość skumulowana i zamknięta bez wyjścia. Emocja, która miała chronić jej godność, została zamieniona w wewnętrzne więzienie.
Z drugiej strony jest złość wyładowana bez świadomości. Krzyk na dziecko, bo stało się coś drobnego, a tak naprawdę dzień był zbyt ciężki. Agresja na forum internetowym, bo ktoś napisał coś, co przy innym dniu przeszłoby niezauważone. Walenie w kierownicę w korku, bo nagromadzonej frustracji nie da się wyładować prostym gestem, a auto nikomu nie odpowie ani nie zapamięta. Te reakcje nie uwalniają złości a tylko ją wzmacniają i przesuwają na inne cele.

Jest też złość społeczna. I tu chcę wyraźnie oddzielić ją od manipulacji politycznej. Gniew na niesprawiedliwość, na dyskryminację, wyzysk, przemoc instytucjonalną, bywa źródłem wielkich zmian społecznych. Takie osoby jak Martin Luther King czy Mahatma Gandhi pokazują, że jest możliwe przekształcenie złości w działanie bez destrukcji. To nie jest sprzeczność, lecz mistrzostwo emocjonalne. Natomiast złość rozpalana przez demagogów i nakierowana na konkretnego wroga, grupę lub naród, jest jej fałszywym obliczem. To narzędzie w cudzych rękach. Różnica jest subtelna, lecz zasadnicza. Autentyczna złość chroni coś realnego, swoje lub czyjeś dobro. Wywołana przez manipulację służy cudzej władzy. I to widzimy na co dzień w mediach. Politycy działają według starej zasady, znanej już rzymskim strategom pod nazwą divide et impera, dziel i rządź. Skierowanie czyjejś złości na sąsiada, obcego, inną grupę społeczną, zamiast na rzeczywiste źródło krzywdy, jest jedną z najstarszych i najskuteczniejszych technik manipulacji, stosowanych przez władze. Podzielony, skłócony tłum nigdy nie zwróci się przeciwko temu, kto go skrzywdził i podzielił, gdyż cała jego energia zostaje pochłonięta przez walkę między sobą.
Seneka, rzymski stoik, poświęcił złości cały traktat „De Ira” i nazwał ją krótkim szaleństwem: brevis insania. Jego zdaniem żadna inna namiętność nie zaczyna się tak gwałtownie, a kończy tak destrukcyjnie. W przeciwieństwie do innych emocji, złość domaga się natychmiastowego działania, zanim rozum zdąży ją ocenić. Arystoteles patrzył na to nieco łagodniej. W „Etyce nikomachejskiej” pisał, że złościć się jest łatwo. Trudno jest się jednak złościć we właściwym stopniu, we właściwym czasie, z właściwego powodu i wobec właściwej osoby. To właśnie ta trudność odróżnia złość, która chroni, od złości, która niszczy. Liczy się nie sama jej obecność, lecz precyzja, z jaką się nią kieruje, czyli dobór właściwego momentu, adresata i powodu, o których pisał Arystoteles.
Skoro już wiemy, czym jest złość i co zwykle z nią robimy, pojawia się pytanie: jak postąpić z nią inaczej?
Po pierwsze, zauważyć ją bez oceniania. Złość nie jest dowodem słabości ani złego charakteru. Jest sygnałem. Kiedy się pojawia, warto zatrzymać się i zapytać: co zostało naruszone? Granica, wartość, zasada, którą uznajesz za ważną? Odpowiedź na to pytanie daje kierunek, bo bez niej złość zostaje nieukierunkowana i rozładowuje się przypadkowo, zamiast tam, gdzie jest naprawdę potrzebna.
Po drugie, odczuć ją w ciele. Brzmi prosto, ale dla wielu osób jest to jedno z najtrudniejszych ćwiczeń. Warto zapytać samego siebie, gdzie właściwie ta złość jest umiejscowiona. Czy w klatce piersiowej, w gardle, może w napiętych ramionach? Samo skierowanie uwagi na ciało sprawia, że energia zaczyna się poruszać, zamiast stać w miejscu.
Po trzecie, wyrazić ją świadomie. Nie chodzi tu o krzyczenie na kogokolwiek. Może to być jasna rozmowa bez oskarżeń, w której mówimy o tym, co poczuliśmy i czego potrzebujemy. Może to być pisanie, ruch fizyczny, płacz. Ważne, żeby emocja znalazła ujście, które nie rani ani nas, ani innych.
Po czwarte, zbadać, co jest pod złością. Bardzo często złość jest emocją wtórną, fasadą chroniącą coś bardziej wrażliwego: ból, strach, poczucie samotności. Zwłaszcza mężczyźni, którzy byli uczeni, że płacz jest słabością, często wyrażają złością to, co naprawdę jest bólem. U kobiet bywa odwrotnie, bo złość od dziecka jest dla nich mniej akceptowana społecznie, więc zamiast się złościć, wielu z nich płacze, obwinia siebie albo tłumaczy się z własnych potrzeb. Dotarcie do źródła może zmienić wszystko, niezależnie od tego, w którą stronę ta zamiana poszła.
Czasem jednak samodzielna praca nie wystarczy. Gdy złość wraca zbyt często i trudno ją opanować, warto poszukać pomocy specjalisty. To samo dotyczy sytuacji odwrotnej, gdy od lat przekonujesz siebie, że nigdy się nie złościsz, bo jesteś „spokojnym człowiekiem”. Oba te skrajne wzorce zasługują na taką samą uwagę.

Złość nie jest wrogiem. Jest ogniem. Ogniem można się ogrzać, ugotować jedzenie albo spalić dom. Sztuka polega na tym, by wiedzieć, jak go trzymać i gdzie skierować.
Kto nauczy się ze swoją złością rozmawiać zamiast walczyć, odkryje, że pod nią często leży coś pięknego: siła, która chroni, wartość, która czeka na wyrażenie, i głos, który zbyt długo milczał.
Daj temu głosowi przemówić, zamiast dłużej go tłumić gdzieś wewnątrz siebie.
Grzegorz Smoliga
instytut noble, złość artykuł, emocje które nami rządzą, skala świadomości hawkinsa, poziom 150 hawkins, granice osobiste, psychologia, rozwój osobisty
Sklep szamanskibeben.pl