„Postanawiam być szczęśliwy” – to zdanie, które trzeba sobie powtarzać, decyzja podejmowana od nowa każdego ranka. A co, gdyby pewnego dnia przestało być potrzebne jej podejmowanie? Nie dlatego, że zapomniałeś, jak to robić, ale dlatego że to, co kiedyś było wyborem, stało się już po prostu tym, kim jesteś. Nie „wybieram spokój”, tylko – nie ma już nic do wybierania.

Czym jest Spokój na skali świadomości?

W skali dr. Davida R. Hawkinsa Spokój zajmuje poziom 600 – próg, za którym kończy się właściwie cała skala dualnych stanów i zaczyna coś, co Hawkins nazywa transcendencją. Radość (540) wciąż jest czymś, co się odczuwa. Spokój na poziomie 600 to już stan całkowitej ciszy umysłu, w którym zanika rozróżnienie na podmiot doświadczający i doświadczenie. Hawkins pisze, że ten poziom osiągają nieliczni – zaawansowani mistycy, jogini, ludzie po latach głębokiej praktyki duchowej – i że towarzyszy mu poczucie jedności ze wszystkim, co istnieje, bez potrzeby nazywania tego czy opisywania.

 

Emocje które nami rządzą cz. XV – Radość

Przykład z życia

W tekście o Radości opisałem decyzję, którą podejmuję każdego ranka: postanawiam być szczęśliwy. Z czasem zauważyłem jednak coś, czego się nie spodziewałem. Ta codzienna decyzja, powtarzana latami, przestała w końcu być decyzją. Nie muszę już jej podejmować, bo to, co kiedyś trzeba było sobie powtarzać, stało się tłem, na którym rozgrywa się reszta dnia. Nawet gdy pojawia się coś trudnego – zły dzień, przykra wiadomość, czyjaś złość skierowana w moją stronę – zauważam, że pod spodem, niezależnie od tego, co dzieje się na powierzchni, jest coś, co pozostaje nieporuszone. To już nie jest radość, którą trzeba wybierać rano. To raczej cisza, w której radość, smutek czy złość mogą się pojawiać i znikać, nie naruszając tego, co jest pod spodem.

Komentarz kulturowo-filozoficzny

Blaise Pascal napisał zdanie, które brzmi jak diagnoza całej ludzkości: wszystkie nieszczęścia ludzi biorą się z jednego – z niemożności spokojnego siedzenia samemu we własnym pokoju. Ucieczka w rozrywkę, hałas, zajętość – wszystko to, zdaniem Pascala, jest sposobem na unikanie ciszy, w której człowiek musiałby w końcu spotkać się sam ze sobą. Spokój na poziomie 600 jest dokładnym przeciwieństwem tej ucieczki – jest zdolnością trwania w tym pokoju bez potrzeby wypełniania go czymkolwiek.

Mistrz Eckhart, średniowieczny niemiecki mistyk, mówił o stanie, który nazywał Gelassenheit – najlepiej tłumaczonym jako „wypuszczenie” lub „poddanie się”. To nie bierność ani rezygnacja, lecz aktywne uwolnienie się od przywiązania do własnej woli, do wyniku, do tego, jak sprawy „powinny” się potoczyć. Eckhart twierdził, że dopiero gdy dusza przestaje czegokolwiek chcieć dla siebie, może w pełni doświadczyć obecności Boga – a to doświadczenie jest z natury spokojne, bo nic już nie ma z czym walczyć.

W Bhagawadgicie Kryszna opisuje Ardżunie ideał sthitaprajny – człowieka o niewzruszonej mądrości, który pozostaje spokojny zarówno w przyjemności, jak i w bólu, zarówno w chwale, jak i w hańbie. Taki człowiek, mówi Kryszna, nie jest poruszony przez żadną parę przeciwieństw, bo jego spokój nie zależy od tego, po której stronie akurat znajduje się życie. To dokładnie ten sam obraz, co cisza pod powierzchnią fal – fale (radość, smutek, sukces, porażka) wciąż się pojawiają, ale głębia pozostaje nienaruszona.

Zhuangzi, taoistyczny mędrzec, posługiwał się obrazem spokojnej wody, która – gdy jest naprawdę nieruchoma – staje się zwierciadłem zdolnym odbić niebo. Umysł wzburzony, mówił, nie jest w stanie niczego odbić wiernie. Dopiero umysł spokojny widzi rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaką zniekształca własny niepokój.

Eckhart Tolle, którego pseudonim nieprzypadkowo nawiązuje do średniowiecznego mistyka, zbudował całą swoją naukę wokół jednego rozróżnienia: między bólem, który tworzy umysł nieustannie rozpamiętujący przeszłość i martwiący się przyszłością, a spokojem dostępnym wyłącznie w Teraz. Tolle opisuje własne przebudzenie jako moment, w którym przestał utożsamiać się z głosem w głowie – z tym wewnętrznym narratorem, który nieustannie komentuje, ocenia i porównuje. Gdy ten głos na chwilę cichnie, mówi Tolle, to, co zostaje, nie jest pustką, lecz czujną, żywą ciszą – dokładnie tym stanem, o którym mówi poziom 600.

Ramana Maharshi, indyjski mędrzec z Tiruwannamalaj, proponował metodę zaskakująco prostą: zadawanie sobie w kółko jednego pytania – „kim jestem?” – aż do momentu, gdy każda odpowiedź (jestem swoim ciałem, jestem swoimi myślami, jestem swoją historią) okaże się niewystarczająca i odpadnie. To, co pozostaje, gdy nie da się już nic więcej odrzucić, nazywał Jaźnią – stanem czystej, spokojnej obecności, która była tam zawsze, zanim jeszcze zaczęło się o cokolwiek pytać.

Rumi, perski poeta i mistyk sufi, pisał o „morzu ciszy” leżącym pod falami słów i myśli. Cała jego poezja krąży wokół tęsknoty duszy za powrotem do tego morza – nie przez ucieczkę od świata, lecz przez rozpuszczenie własnego oporu wobec niego. Dla Rumiego spokój nie jest nagrodą po pokonaniu cierpienia, lecz tym, co odsłania się, gdy człowiek przestaje z cierpieniem walczyć.

Pytanie do siebie

Gdyby zabrać ci wszystko, co dziś sprawia ci radość, czy zostałoby w tobie coś, co wciąż byłoby spokojne?

Radość trzeba czasem wybierać. Spokój po prostu jest – i czeka cierpliwie, aż przestaniesz go szukać gdzie indziej.

Grzegorz L Smoliga

Uwaga

Grafiki zostały wygenerowane przez AI. Wszelkie podobieństwo do osób żywych jest zupełnie przypadkowe


instytut noble, spokój artykuł, emocje które nami rządzą, skala świadomości hawkinsa, poziom 600 hawkins, mistyka, eckhart tolle, rozwój osobisty


https://szamanskibeben.pl/