W tym artykule chcę opisać kolejną emocję, która tak jak i wstyd towarzyszy nam od najmłodszych lat. Jest to temat niezwykle szeroki. Postaram się jednak przedstawić go w jak najkrótszej i zrozumiałej formie.

Rodzina, społeczeństwo, uwarunkowania religijne lub kulturowe wpajają nam poczucie winy. W dużo większej części jest to przekazywane z pokolenia na pokolenie i jest to bezpośrednim skutkiem wielowiekowej indoktrynacji. W mniejszej, choć wcale nie mniej istotnej, bierze się z obecnej manipulacji przez media głównego nurtu. Przede wszystkim pamiętać należy o tym, że to co trafia do podświadomości poprzez wielokrotne powtarzanie, jest w końcu przyjmowane jako prawda, jako coś zupełnie normalnego, jako coś o czym się nie dyskutuje ani nawet nie myśli.  

Na początek definicja. Poczucie winy jest to stan emocjonalny, który powstaje w momencie uświadomienia sobie dokonania czynu prawnie lub moralnie niedozwolonego. Albo inaczej, to samooskarżanie się z powodu własnego postępowania. Może to być zarówno zrobienie czegoś grzesznego, niemoralnego lub choćby tylko nieakceptowanego w danym społeczeństwie, grupie, religii czy kulturze. A to zależy wyłącznie od interpretacji danego zachowania, narzuconej z zewnątrz w którymś okresie życia. To co jest np normalne w Chinach, w Polsce jest wysoce naganne.

Poczucie winy bywa jednak czymś innym od winy realnej.

W kontekście prawnym a także wg prawa naturalnego, o winie możemy mówić wtedy, gdy coś/ktoś poniósł uszczerbek lub doznał krzywdy. Lecz nie jest to określenie stanu emocjonalnego a stwierdzenie zaistniałego zdarzenia. W tym momencie nie ma większego znaczenia, czy działanie było celowe, czy nastąpił tu szczególny zbieg okoliczności. Następuje  nakaz naprawienia szkody czy wyrządzonej krzywdy. Ale to nie jest tematem tego artykułu.

Zastanówmy się więc dlaczego jesteśmy, a raczej dlaczego czujemy się winni.

Zacznę od słów, które chyba wszyscy znają: „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że w taki właśnie sposób podświadomość jest programowana, co następnie prowadzi do konkretnej emocji a to, do określonego zachowania. Jak już napisałem wcześniej powtarzanie zdań wzmacnia ich siłę przekazu. Poczucie winy chyba dla większości ludzi kojarzy się z popełnionym grzechem. A co nim jest ustalili twórcy religii, by w ten sposób uzyskać kontrolę nad umysłami. Uczynili się oni moralnymi autorytetami, uzurpującymi sobie prawo do przekazywania woli bogów i mówienia tego, co się bogom podoba a co nie. W ten sposób zaprogramowani ludzie, wykonują bądź odrzucają wszystko bez cienia refleksji, uważając że tylko owi pośrednicy wiedzą, jak każdy ma postępować. Można ich nazwać handlarzami potępienia i zbawienia.

Myślę, że trzeba by tu nadmienić o absolutnym kuriozum czyli o chrześcijańskiej koncepcji grzechu pierworodnego, które przenosi winę z mitologicznej pierwszej pary na całą ludzkość. Jedynym co wg kapłanów jest w stanie ten stan zmienić, jest poddanie się rytuałowi chrztu.

Przejdźmy jednak do meritum, gdzie podam przykłady tzw winy rzeczywistej i domniemanej. Chcę tu zaznaczyć, że ta pierwsza będzie najczęściej zależna od religii, społeczeństwa czy też porządku prawnego, obowiązującego na danym obszarze. Druga natomiast jest wyłącznie negatywnym stanem wewnętrznym, nie mającym swojego odzwierciedlenia we faktach.  

Rzeczą na którą należy szczególnie zwrócić uwagę, jest rozgraniczenie tych dwóch stanów. Jeśli wiemy, że nasze działanie spowodowało czyjąś krzywdę i chcemy to naprawić, jest co całkowicie naturalne i pożądane. Wina którą odczuwamy, potrzebna jest nam do nauki i prawidłowego rozwoju osobowości. Wyciągając wnioski z zaistniałej sytuacji, nie pozwalamy, by coś podobnego przytrafiło się w przyszłości.  Niestety dzieje się tak w niewielkiej części przypadków.

Za przykład niech tu posłuży taka oto sytuacja. Pewien człowiek wracał w nocy do domu, w stanie wskazującym na spore nadużycie alkoholu. Było ono na tyle wysokie, że się zataczał,  pamiętając jednak przebieg zdarzeń. Będąc już blisko celu, zachwiał się i urwał swojemu sąsiadowi lusterko przy samochodzie. Następnego dnia rano poszedł do sąsiada z propozycją zadośćuczynienia za wyrządzoną szkodę. Wnioskiem jaki przyszedł mu do głowy było to, by już nigdy nie doprowadzić się do takiego stanu, gdzie traci się kontrolę nad własnym ciałem.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy to uczucie staje się irracjonalne. Dzieje się tak wtedy, gdy ktoś zaczyna wyobrażać sobie sytuację która nie zaistniała bądź nie miał na jej przebieg wpływu.

Za przykład niech posłuży następująca sytuacja. Chcę w niej zobrazować pewien szczególny zbieg okoliczności, na które nikt nie miał wpływu, a które mogą wywołać w umyśle obwinianie siebie lub innych. Dziecko pewnego człowieka uległo niegroźnemu wypadkowi podczas jazdy na rowerze. Po wszystkich możliwych, bardzo dokładnych badaniach, stwierdzających że wszystko jest w porządku, jego stan się nagle pogorszył. Zostało zabrane do szpitala, gdzie po tygodniu zmarło. Wtedy zaczęło się oskarżanie. Najpierw siebie, że można było wcześniej zawieźć do szpitala, że może do innego, że nie zabroniło się wyjścia w dzień wypadku. Następnie innych. Że nie dopełniono procedur w szpitalu, że można było coś zrobić inaczej, że rower był wadliwy itd.

Bardziej ekstremalnym, choć częstym przypadkiem jest wmawianie sobie, np. tego, że ktoś się obraził czy że nie kocha a powodem jest własne zachowanie czy rozmowa. Za przykład niech posłuży następująca sytuacja. Dziewczyna pisze do koleżanki wiadomość: „Cześć. Jak się czujesz po ostatniej imprezie?” Odpowiedź jednak nie przychodzi. Umysł zaczyna tworzyć historię wydarzeń, które nie miały miejsca. Zaczyna się złe samopoczucie, obwinianie za wypowiedziane słowa itp. Kolejnym przykład dość często spotykany. Rodzice się kłócą między sobą i dochodzi do rozwodu. Trwa walka o prawa rodzicielskie i możliwość widzenia dziecka. Ono nie wie co się dzieje i zaczyna się obwiniać za powstałą sytuację. Gdy nie wytłumaczy mu się na początku, poczucie winy pozostanie w nim na długie lata.

Następna przyczyna jest taka, że ludzie których uznajemy za autorytety (nauczyciel, ksiądz) takie poczucie winy nam wmawiają. Za przykład niech tu posłuży współżycie seksualne przed ślubem czy też z osobą inną niż mąż/żona, które jest uznawane za grzech ciężki. Księża posługują się tu argumentem, że Jezus umarł za grzechy wszystkich, jest to więc niemal zbrodnia i należy się poddać ciężkiej pokucie. Nawet nieodmówienie wyuczonych formułek pacierza jest czymś, co obraża Boga i trzeba się z tego spowiadać i odpokutować.

Gdy z takich powodów ludzie popadają w samooskarżanie, zaczyna się równia pochyła. Jednak początkowe objawy takie jak wyrzuty sumienia, masochizm, potępianie się, postrzeganie siebie jako kogoś złego, które dotyczą wyłącznie jednostki, mają swoje dalsze, dużo bardziej negatywne konsekwencje.

Następnym i chyba dużo ważniejszym elementem domniemanego poczucia winy, jest obarczanie nią innych. Ma to bezpośredni związek ze strachem, o którym napiszę w jednym z kolejnych artykułów. Mogą to być zarówno pojedynczy ludzie, jak i całe grupy czy narody. Bezpośrednią konsekwencją takiej manipulacji, jest potęgujące się uczucie nienawiści do wszystkich, którzy są „inni”. Gdy frustracja danej grupy czy nawet narodu osiąga odpowiedni poziom, następuje żądanie ukarania „wrogów” a często nawet fizycznej ich eksterminacji. Takich przykładów mamy bardzo wiele. Liderzy mniejszych czy większych ugrupowań, postępowali w ten sposób przez przez długie stulecia. Najnowsza historia wręcz aż się od nich roi. Systemy manipulacji masami bazują na starej rzymskiej maksymie „divide et impera” czyli „dziel i rządź”. Stworzenie domniemanego wroga, komunisty, imperialisty, czarnego, białego, kolorowego, teisty, ateisty, chrześcijanina, muzułmanina,  homoseksualisty, biseksualisty itd pozwala utrzymać się przy władzy przez psychopatyczne jednostki. Minister propagandy III Rzeszy Goebbels powiedział: Kłamstwo powtórzone tysiąc razy zaczyna być uznawane za prawdę. W ten sposób działają całe machiny propagandowe, indoktrynujące ludzi od najmłodszych lat.

Wróćmy do teraz do analizy nieuzasadnionego poczucia winy, z punktu widzenia jednostki. Myślę, że największym jej źródłem jest w tym przypadku religia a indoktrynacja prowadzona od najmłodszych lat umacnia ten stan.

Gdy wmawia się młodemu człowiekowi, by czuł się winny nawet za swoje myśli, po pewnym czasie może wystąpić efekt nienawiści do samego siebie. Czuje on się zły, niegodny miłości, niezasługujący na dobroć od innych. Na koniec, ego zaczyna odrzucać winę własną by skierować ją na świat zewnętrzny. Będąc na tym etapie, nie powinno stanowić trudności, by zacząć rozwiązywać wewnętrzne konflikty. Zrozumienie faktu, że pomyłki są na stałe wpisane w naukę i rozwój, prowadzi do zaakceptowania wydarzeń z przeszłości a w konsekwencji do wybaczenia sobie. To w prostej linii kieruje ku wybaczeniu innym.

Pięknym przykładem niech będzie rozwój dziecka. Zanim nauczy się siadać, chodzić, mówić, próbuje coś dziesiątki czy setki razy. Nie załamuje się ani nie obwinia, gdyż nie zna tego uczucia. Ma ono bezwarunkowe zaufanie do rodziców. Co jednak większość dorosłych robi? Choć na początku cieszą się z postępów swoich pociech, to w pewnym momencie ich życia zaczynają im wmawiać mnóstwo negatywnych cech. Niedostateczne zaangażowanie, brak starań, nieuwagę, nieudolność itd. Dziecko zaczyna tracić motywację.

Mówienie dzieciom i nastolatkom, że jest się smutnym czy nieszczęśliwym bo np. mają słabe wyniki w nauce czy nie spełniają oczekiwań rodziców co do zachowania czy ubioru, często prowadzi do przykrych i czasem nieodwracalnych konsekwencji w ich życiu dorosłym.

Kolejną bardzo ważną rzeczą o której już wspomniałem, a na którą koniecznie trzeba zwrócić uwagę, jest fakt, że ludzie bardzo często próbują przerzucić swój stan emocjonalny i wiedzę z Teraz do określonego punktu w przeszłości. Ile razy słyszeliście lub mówiliście „gdybym miała/miał tę wiedzę co teraz to postąpiłbym zupełnie inaczej”. Jest to brak zrozumienia podstawowych mechanizmów działania świadomości. Gdy tylko uzmysłowimy sobie fakt, że każda decyzja, którą podjęliśmy w przeszłości, była nierozerwalnie związana z posiadaną w danym momencie wiedzą oraz stanem emocjonalnym w jakim się wtedy znajdowaliśmy, wtedy kończy się poszukiwanie winy w sobie, czy też projektowanie jej na zewnątrz. Jeśli popełniliśmy wtedy pomyłkę, powinno to poskutkować nabyciem doświadczenia i wyciągnięciem wniosków co należy a czego nie należy robić by osiągnąć dany cel. Z powodu mechanizmu projekcji często jednak dzieje się inaczej. Zamiast przyznać się przed samym sobą, że decyzja którą podjęliśmy była nietrafna z powodu naszej postawy i informacji które wtedy posiadaliśmy, zaczynamy obwiniać „świat zewnętrzny”. Prowadzi to w prostej mierze do uczucia niechęci i w końcu nienawiści do osób czy organizacji, które nas „skrzywdziły”.

Poczucie winy jest emocją /programem który jest bardzo łatwy do wykorzystania i manipulacji, gdyż bardzo łatwo jest je wywołać i ukształtować.  Jest to bardzo mocny mechanizm. Pojedyncze osoby a nawet całe narody w bardzo prosty sposób przyjmują je na siebie. Prowadzi to ostatecznie do potrzeby spowiedzi, zarówno w warstwie społecznej jak i religijnej.

Z racji tego, że jest ściśle związane z ideologią, wykorzystywane jest to przez tzw autorytety.

Czy spowiedź może nas uwolnić od nieuzasadnionego poczucia winy. Uważam że nie. Nie ma bowiem kogoś kogo się skrzywdziło, więc i nie można zadośćuczynić. Nałożenie pokuty natomiast ten stan pogłębia. Jest to przecież przyznanie się do czegoś czego w rzeczywistości nie ma.

Narastające nieuzasadnione poczucie winy, prowadzi do pogrążenia się w różnych nałogach, depresji czy też w coraz częstszych przypadkach, do targnięcia się na własne życie. Wzięcie odpowiedzialności za swoje emocje i postępowanie niejako z automatu je usuwa, choć na tym poziomie rozwoju świadomości trudno to zauważyć, a co za tym idzie zrobić coś w tym kierunku.

Jakie jest rozwiązanie kwestii omówionych powyżej? Przede wszystkim konsultacja ze specjalistą. Niezastąpieni są tu również szamani. Zarówno jedni jak i drudzy pomogą w uświadomieniu sobie skali problemów stworzonych przez umysł i pomogą znaleźć wyjście. Szczera rozmowa z najbliższymi o swoich problemach też powinna być pomocna. Oczywiście nic nie jest w stanie zmienić faktów z przeszłości, ale można podzielić wydarzenia na te realne i te które tylko wymyśliliśmy. Kolejnym krokiem jest zmiana swojego podejścia do nich. Nauczenie się wybaczania sobie jest tu podstawą. Zacznie się wówczas akceptacja siebie takim jakim się jest Tu i Teraz. Akceptacja swoich niedoskonałości oraz danie sobie prawa do popełniania błędów i wyciąganie z nich wniosków. Akceptacja że inni są po prostu inni i że każdy ma prawo do własnej ścieżki i pomyłek.

Wyrwanie się z zaklętego kręgu poczucia winy to ważny krok na drodze rozwoju osobistego. Z każdym kolejnym będzie coraz łatwiej. I choć z tego poziomu trudno jest zauważyć pozytywne strony życia, to warto się podjąć tego wysiłku, by za jakiś czas stanąć przed lustrem i powiedzieć: DOKONAŁAM/DOKONAŁEM TEGO. JESTEM. KOCHAM

Świętobor


 

1 Komentarz

Wojtek · 30 czerwca, 2021 o 12:23 am

Super napisane 🙂szkoda że tak mała ilość ludzi to wie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *